La noche de estilo español

¡Hola!

Na wstępie przepraszam, jeśli tytuł jest masakryczny – mój hiszpański póki co kuleje…

Dzisiejszy temat wpisu powstał spontanicznie. Co innego było na dziś zaplanowane, ba!, i już nawet napisane! Ta zmiana narodziła się w mojej głowie wczoraj, z dwóch powodów.

Po pierwsze – jestem zauroczona Hiszpanią. Kto mnie zna, ten wie. Jedyne co mi trochę przeszkadza to tłuste jedzenie. Jednak zawsze można sobie ich tradycyjne potrawy przygotować samemu i już nie będzie tak tłusto, jajajajajaja! Ale o tym za chwilę.

Po drugie po prostu zebrało mi się na wspomnienia. Zbliża się kolejny fajny wieczór z ciekawą kuchnią, stąd też zaczęłam sobie wspominać jak fajnie i smakowicie było ostatnio :).

Ogólnie rzecz biorąc hiszpańska kuchnia, w mojej opinii, mogłaby być super, ale… Tak właśnie, jest jedno „ale”. Dla mnie jest ona najzwyczajniej w świecie zbyt tłusta. I tak też pewnego dnia, z powodu zafascynowania hiszpańską kuchnią (z jednej strony), braku dostępu do niej w danej chwili (z drugiej strony) oraz nieprzyswajania jej przez mój żołądek w oryginale (z trzeciej strony :P) wpadliśmy na pomysł samemu przygotować kilka hiszpańskich potraw.

Moim skromnym zdaniem wyszło… fantastycznie! I mniej tłusto :P. Kto był i miał okazję spróbować ten wie, że było smakowicie. Reszcie pozostaje zadowolić się zdjęciami. Uwaga na ślinotok! 🙂

DSC_4195_111

Sangria własnej roboty. W dwóch wersjach. Smakowała nawet tym, co nie pałają miłością do napojów zawierających choć krztynę %.

DSC_4204_111

Empanada de Atún. Nieskromnie powiem, że to jedna z lepszych rzeczy, jaka kiedykolwiek wyszła spod moich palców, że tak to ujmę. A jakież miała branie!

DSC_4206_111

Paella mixta. Mmmmm. Zresztą kto nie lubi paelli :). Niestety nie mój wyrób, a szkoda, bo nie mogę sobie przypisać zasług 😉

DSC_4209_111

Gazpacho. Niestety dałam się nabrać i myślałam, że jak po przygotowaniu nie jest zbyt ostra, to znaczy, że trzeba dodać więcej papryki. I jeszcze więcej… 😀

DSC_4265_111

Mojito. Chyba nikomu nie trzeba przedstawiać :).

DSC_4275_111

A na deser – chocolate con churros. Niezwykle waleczny deser, siejący spustoszenie wśród kuchennego sprzętu. Jednocześnie tak smaczny, że wart jest poniesienia kilku strat :).

Tym słodkim akcentem kończę dzisiejszy wpis, bo powoli zaczynam mieć ochotę na churros. I empanadę 🙂 A jak sobie pomyślę, że już wkrótce będę miała okazję znów objadać się pysznym jedzonkiem, to zaczynam się ślinić.

¡Hasta luego!

dancewiththecamera

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. rokita pisze:

    mniam, aż cieknie mi ślinka. Skosztowałabym z ochotą 😀

    1. Najbliższa okazja na dobre żarełko już za parę dni 🙂 Zresztą Ty wiesz 🙂 Widzimy się!

  2. budzu pisze:

    Empanada de Atún ().() To było cudo:D Nie ukrywając część zasługi za Paelle możesz sobie przypisać, bo inaczej nigdy bym się za to nie zabrała:) A od tamtej nocy często gości na moim stole^^

    1. 🙂 W takim razie i ja muszę być częstym gościem. Może nie na Twoim stole, ale u Ciebie w porze obiadowej 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s