Najwierniejszy towarzysz człowieka

Cześć!

I co? Pewnie myślicie, że będzie o czworonogach merdających ogonami, tak?

Nic bardziej mylnego. Za psami nie przepadam, są nieobliczalne i mają pchły.

P1030767_2111

Tak, tak, szum jest ogromny, ale to po części efekt zamierzony 🙂

Gdziekolwiek się wybierzesz, drogi czytelniku, to o ile nie jesteś Piotrusiem Panem (a wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nim nie jesteś), za każdym razem towarzyszy Ci cień. Twój cień. A nie żaden pchlarz kudłaty, co ujada jak nienormalny (im mniejszy tym głośniej ujada), o higienie jamy ustnej nie pamięta, a jak widzi Bogu ducha winnego dbającego o kondycję fizyczną człowieka (np. biegającego lub dosiadającego jednośladu) to rzuca się w pogoń z zamiarem odgryzienia połowy nogi. Albo i całej. Nawet jeśli jest maleństwem rasy Shih tzu czy Chihuahua. Pekińczyki też są żądne krwi.

P1050143_1111

Tymczasem cień jest niegroźny. A przynajmniej bywa. Zazwyczaj. Chyba, że jest to cień w postaci sporych rozmiarów ciężarówki – wtedy można domniemywać, że zostanie się zaraz wprasowanym w asfalt. Ale przynajmniej noga będzie dalej na swoim miejscu i nie będzie trzeba się martwić o wściekliznę.

P1110835_1111

P1110593_1111

Cień zawsze wszędzie pójdzie z Tobą. Bez marudzenia czy ociągania. Na spacer, po zakupy. Nawet na camino (patrz na 2 powyższe zdjęcia). Nie zatrzyma się nagle w pół drogi, bo dalej nie ma ochoty iść. Nie owinie Ci złośliwie smyczy wokół nóg a następnie nie pogna za jakimś dzikim kocurem czy równie niebezpiecznym motylkiem. Nie dokona na środku drogi defekacji, której efekty będzie trzeba pozbierać łapskiem do woreczka i targać ze sobą. Nieee, cień nie jest taki złośliwy.

DSC_7393_111

DSC_1324_1111

Cień nie obślini Ci pół twarzy z rana, tak dla zabawy. W południe zresztą też nie. Nie domaga się wyprowadzenia na spacer, pod realną groźbą nasikania na środku pokoju.

P1080431_1111

Cień nie ma pcheł, którymi z radością by się z Tobą podzielił. Ani Cię nie uczuli. A czasem za to znajdzie swojego kompana. I będą mogli razem na spacery chodzić (patrz wyżej).

P1080220_1111

Sami przyznajcie. Czy taki cień to nie jest spoko gość? 🙂

Do przeczytania niebawem!

dancewiththecamera

P.S. Na środę planuję znów coś ciekawszego 🙂

Reklamy

10 Comments Add yours

  1. rokita pisze:

    Ano jest 🙂 Piotruś Pan też miał swój cień tylko nie zawsze się dogadywali 😛 Swoja drogą to bardzo ciekawy temat do fotografowania i nie tylko 🙂 podobnie jak woda ma w sobie to „coś” co przyciąga, taką swoją własną magię, tajemniczość 🙂

    1. A to nie było tak, że przez pewien czas nie miał, bo mu uciekł i trzeba było go przyszyć? 🙂

      1. rokita pisze:

        No właśnie tak było, przecież napisałam, że nie zawsze się dogadywali 😛

        1. Aaaa, to widzisz, inaczej zrozumiałam problemy w dogadywaniu 🙂

  2. Mnich pisze:

    Niepodważalność Twoich założeń brzmi wręcz porażająco. Aż się cieszę, że mam tylko dwie tylne kończyny;)

    1. Noooo, z trzema wyglądałbyś zabawnie 😛

  3. budzu pisze:

    Bardzo fajny pomysł:) I wykonanie też^^ a jedno zdjęcie to nawet wiem gdzie zrobione:p

    1. Ach, spalałyśmy kalorie podczas czekoladowej wizytacji 😀 Wybacz, ale nasze „mini-babeczki” z czekolady nie pojawią się na moim blogu 😀

  4. budzu pisze:

    Ależ były niezwykle fotogeniczne!:D

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s