Mój nowy alergen

Hau, hau!

Tak, tym razem będzie o czworonogach merdających ogonami.

Moje zdanie na temat psów już mogliście poznać przy okazji wpisu o najwierniejszych towarzyszach człowieka. Oczywiście pisałam tam trochę z przymrużeniem oka, ale prawda jest taka, że psy są nieobliczalne. I mają pchły.

Nie lubię psów. Boję się ich. I nieważne czy to amstaff, bokser, alaskan, jamnik czy pekińczyk. Nie ufam psom.

Wkurza mnie strasznie jak na ulicy biegnie na mnie pies, toczy pianę z pyska i skacze jak nienormalny, a właściciel (najczęściej starszy/a pan/pani, ale nie jest to regułą) z uśmiechem mi mówi, że przecież nie ugryzie, bo taki milutki i dobry. A dziadu/babo, powiedział Ci?! Raz nawet w swojej bezczelności taki starszy pan odpowiedział mi, że to prawda – piesek mu na ucho wyszczekał, że nie gryzie…

-_-‚

Nigdy nie wiadomo co psu do głowy strzeli. Znam przypadek kiedy to ten milutki i dobry pies, od lat w danej rodzinie, a nagle rzuca się na właściciela i go gryzie. Bo coś tam mu się nie spodobało. Nie, nie ufam psom.

A kiedy już w moim najbliższym otoczeniu pojawia się pies i siłą rzeczy muszę się z nim oswoić, zajmuje mi to dużo czasu. Potrafię się przyzwyczaić, jasne, ale mimo oswojenia się podchodzę do danego czworonoga z dystansem. I nie lubię jak zaczyna biegać wokół i skakać „bo chce się bawić”.

W całym moim życiu „zaprzyjaźniłam się” chyba tylko z trzema psami. Jeden z nich, bokser, potrafił mi z radości stopy lizać O_O Drugi to labrador, który wprost uwielbia wpychać wszędzie swój nochal i przełazić między nogami człowieków.

Trzeci z nich to widoczny już na ikonie wpisu – husky.

DSC_8902_4_11

DSC_8905_2_11

Taki słodki futrzak ❤ Wdzięczny okaz do fotografowania. Jakoś specjalnie nawet nie musiałam się namęczyć – widać, że chłopina lubi pozować 🙂

DSC_8958_2_11

DSC_8972_2_21

A wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Naprawdę polubiłam tego psa, oswoiłam się i… psy zaczęły mnie cholernie uczulać! Szczęście w nieszczęściu, że nie kicham ani się nie duszę w ich obecności, ale w kontakcie z psią sierścią (i kocią niestety również) wyłażą mi na skórze czerwone placki i diabelsko swędzą.

DSC_8974_1_21

DSC_8979_1_12

Tak więc teraz nawet jeśli bym chciała się dalej przekonywać do czworonogów, to to i tak nie ma najmniejszego sensu, gdyż przypłacę to zdrapaniem wierzchniej warstwy skóry. A do tego mi nie spieszno 🙂

DSC_8980_2_32

Hau, hau, hau!

dancewithtecamera

Reklamy

10 Comments Add yours

  1. budzu pisze:

    Urocze stworzonko^^ Nie zapomniałaś o jednym czworonogu, z którym chodziłaś czasem pogadać?:p Szkoda, że wyszło Ci to uczulenie, piesio wydaje się wdzięcznym towarzyszem:) I modelem:D

    1. Modelem jak najbardziej 😉 Towarzyszem… no cóż, może 😉 A z jakim chodziłam pogadać? Ej przypomnij, bo nie pamiętam 😀

      1. budzu pisze:

        Z takim co tak ładnie patrzył przez balustradę jak się weszło na półpiętro:) Niestety nie żyje już od przeszło 4 lat:(

        1. O jaaa, nie pamiętam tego 😀

          1. budzu pisze:

            No trochę czasu już minęło:p

  2. Mnich pisze:

    Czyli – żadnego całowania w nosek…?
    A tak żarliwie wystawiał…

    1. Ani w nosek, ani w nic innego 😀

  3. rokita pisze:

    Jaki słodziak! oj marzy mi się taki od dziecka, tzn. nie dokładnie taki, ale inny podobny wzrostem 😛 Chociaż takim też bym nie pogardziła, jednak moja mama dostałaby zawału 😛

    1. Fajny jest, nie powiem. Ale niestety się już nie zbliżam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s