Co w krzakach brzęczy

Hello!

Dziś przychodzę do Was z robactwem. Może nie tym typem robactwa, co najbardziej uprzykrza życie, ale jednak. A przy okazji tych stworzeń chciałabym zaprosić Was do dyskusji.

Do podjęcia tego tematu zainspirowała mnie rozmowa z pewnym napotkanym dziwnym człowiekiem, który usiłował bawić się w psychologa i chyba starał się mi sugerować, że powinnam puszczać wodze wyobraźni i myśleć o niestworzonych rzeczach. Ja jestem raczej realistą i nie spędzam czasu na wizualizowaniu siebie jako mistrza kung-fu czy też astronauty jedzącego zupkę chińską w kosmosie. Bo i po co?

P1110163_1_21

Ja wolę marzyć o rzeczach, które mnie interesują i które chciałabym, aby się spełniły. I do których spełnienia dążę.

A Wy? Macie marzenia? Pytam serio. Macie?

Nie chodzi mi o siedzenie na szanownych czterech i rozmyślanie, że może kiedyś będę wielkim dyrektorem, kosmonautą, profesjonalnym siatkarzem czy coś tam jeszcze. Puszczanie wodzy wyobraźni to nie to o co pytam. Tzn. oczywiście, jeśli marzysz o byciu kosmonautą i dążysz do tego i wiesz, że masz szansę to ok. Ale rozmyślanie o karierze siatkarza w momencie kiedy masz 33 lata i zadyszkę po wejściu na 4. piętro jest trochę poniewczasie. Na pewno rozumiecie o co mi chodzi.

P1080834_1_11

Ja mam marzenia, mniejsze i większe. I staram się podejmować takie decyzje, które pomagają mi w ich spełnianiu. Dla przykładu: jednym z moich marzeń było założenie bloga. Sam fakt, że teraz siedzisz i czytasz mój 82 wpis oznacza, że udało mi się choć jedno z moich marzeń zrealizować.

P1080827_1_11

Marzyłam również o dotarciu do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Pomimo różnych przeciwności losu udało mi się tam dojść o własnych siłach. I to 2 razy! Co więcej – nie zamierzam poprzestać na tych dwóch wędrówkach 😉

P1050945_11

Warto marzyć. Naprawdę. Wydaje mi się, że jak ktoś ma marzenia, to jednocześnie ma większą motywację do działania. Spełnianie marzeń nie tylko poprawia humor czy daje satysfakcję, że coś się udało, ale także pomaga nam się rozwijać. Chcę pojechać do Francji? Nauczę się francuskiego, będzie łatwiej! Chcę zwiedzać świat? To nie tylko zobaczę ciekawe miejsca i będę mogła podziwiać zapierające dech w piersiach widoki, ale przy okazji poznam inną kulturę, poszerzę horyzonty. A może nawet poznam ciekawych ludzi i nawiążę nowe przyjaźnie?

DSC_4613_1_11

To jak tam z Wami jest? Macie marzenia? (I nie pytam o to, czy marzy Ci się schaboszczak z kapuchą na obiad 😛 ). A może boicie się marzyć, albo uważacie, że marzą tylko mięczaki a Wy twardo stąpacie po ziemi?

Trzymajcie się!

dancewiththecamera

Reklamy

21 Comments Add yours

  1. rokita pisze:

    Ha, bardzo fajny temat wybrałaś na dzisiejszy wpis 🙂 Z marzeniami to u mnie trochę różnie bywa. Zawsze miałam wiele marzeń, tych małych i dużych, tych realnych i tych ekstremalnie szalonych i wymyślnych 😀 Jednak przyznam otwarcie jestem tchórzem, i to strasznym tchórzem. Boje się porażki, więc zwyczajnie nie próbuje ich spełniać, bo wtedy ominie mnie rozczarowanie, a tak mam bynajmniej marzenia :D. Tak wiem, wiem moja logika jest strasznie pokrętna, ale tak już po prostu mam 😛 Chociaż pamiętam lepsze czasy, nie zawsze byłam taka zachowawcza, ale to było wieki temu, tak dawno, że nie jestem pewna czy nie było tylko sennym marzeniem 😛

    1. Ale nie masz takiego poczucia, że kurde, gdybym zrobiła to i to, to może marzenie by się spełniło? Jasne, ze czasem coś się nie uda, ale to nie znaczy, że marzenie się w ogóle nie spełni – może się spełnić, ale później, niż myślałaś/zakładałaś.
      Nawet przy drobnych marzeniach nie podejmujesz próby?

      1. rokita pisze:

        Mam, pewnie, że mam, ale czasami strach przed działaniem jest silniejszy. Z tych bardziej realnych, przyziemnych marzeń w sumie nigdy nic nie wychodzi, bo np. jeżeli jest to chęć posiadania jakiejś rzeczy to okazuje się, że wcale nie jest mi aż tak bardzo potrzebna i potrafię się bez niej obejść 😉 Moja babcia była zawsze na mnie zła jak byłam mała, bo jak przyjeżdżałam do niej z kuzynką to zabierała nas do sklepu i kazała sobie coś wybrać i gdy kuzynka wymieniała połowę sklepu ja mówiłam, że nic nie potrzebuje. Fajnie jest mieć marzenia, ale żeby je spełnić trzeba wykazać się olbrzymią odwagą i determinacją w dążeniu do celu, bo bez naszej pracy same się nie spełnią, doskonale zdaje sobie z tego sprawę ;D Ale z drugiej strony co będzie jak już spełnimy wszystkie nasze marzenia? Apetyt rośnie w miarę jedzenia… 😉

        1. Myślę, że nie da się spełnić wszystkich marzeń. Właśnie dlatego, że apetyt rośnie w miarę jedzenia 😉

  2. Mnich pisze:

    Jak ja Ci zasadzę za tą 33-letnią zadyszkę po schodach, to zaraz się zdziwisz, jaką to 33-latek może mieć kondycję, nie kończąc na 58 kopniakach w szanowne cztery… 😉

    1. Tylko nie zapomnij o balkoniku 😀

      1. Mnich pisze:

        A wiesz, że balkoniki bywają wysoko nad ziemią…?

        1. To uważaj, żebyś nie spadł.

          1. Mnich pisze:

            Aha, a jak tam Twoje samopoczucie na wysokościach? 😉

            1. A dziękuję, dobrze. Bywało się i na 10 tysiącach metrów, także spoczko 😉

  3. Mnich pisze:

    A tak na poważnie, to wolę osobiście pracę organiczną, odmierzanie zamiarów według swoich sił, ale nie ma to nic wspólnego z niedocenianiem siebie. Przeciwnie, poprzeczka powinna zawsze stać wysoko, nawet jeśli „przyjaciele” twierdzą, że „to” się nie uda. Nawet jeśli tak będzie i okaże się, że mieli rację, to wyobraźcie sobie, że nawet ślimak może wykonać „parkour” po ścianie, a Wy, co dzisiaj ciekawego zrobiliście…?

    1. Dziś? Wsiadłam na żaglówkę i dałam się wywieźć na środek Zalewu, usiłując przełamać swoje stare lęki. Wprawdzie nie udało się, ale nikt mi nie powie, że nie próbowałam.

      1. Mnich pisze:

        No, to dla uzupełnienia, ja przełamywałem stare lęki na dużych wysokościach w parku linowym z bratem i jego ekipą…
        A wczoraj kajak ratował mnie przed przymusową nauką pływania. Zgadza się: nie potrzebujesz balkonika, żeby mnie udupić. Może to być poziom „0”…

        1. To wracając do Twojego pierwszego komentarza: postawmy poprzeczkę wysoko – naucz się pływać.

  4. Mnich pisze:

    Jak to napisałaś wcześniej: spoczko! 🙂

    1. rokita pisze:

      Jak można nie umieć pływać? No jak? Przecież to jest jak oddychanie!

      1. Mnich pisze:

        Struktura cząsteczkowa mojego organizmu jest gęstsza od wody, quod erat demonstrandum, więc jest to dla mnie utrudniony proceder… Za pewne nie udało Ci się nidgy tonąć, trzymając w rękach piłkę nożną…?

        1. rokita pisze:

          Struktura cząsteczkowa niemal każdego organizmu jest gęstsza niż wody, a mimo to kaczka pływa, więc to żadna wymówka :p Nie, nie miałam jeszcze okazji tonąć ani z piłką, ani bez niej, ale z tego co wiem pływanie nie polega na tonięciu, a wręcz odwrotnie 😛

          1. Mnich pisze:

            To ja jeszcze poproszę na nie przepis, względnie rysunek techniczny z opisem i będzie gitarrra.

            1. rokita pisze:

              spoczko 😛

  5. rokita pisze:

    Szczerze? To ja dzisiaj nie zrobiłam nic 😛 Nie to, żebym nic nie robiła, bo robiłam i to bardzo intensywnie, tylko rezultatów tej pracy niestety brak. Moja mama skomentowała by to, że piszę, piszę, ale modle się, aby nie napisać 😛 I może faktycznie coś w tym jest, bo w sumie jak skończę, to skończy się także pewien etap mojego życia, a chyba nie jestem jeszcze gotowa na takie drastyczne zmiany :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s