Życzenia się spełniają #1: Schody

Witajcie!

Życzenia się spełniają. No dobra, może nie same, ale jednak.

Dawno, dawno temu (sama już nie pamiętam jak dawno temu to było), jedna z czytelniczek zapytała mnie, czy realizuję tematy na życzenie. Stwierdziłam, że super, czemu nie – jeśli temat mnie nie przerośnie, to mogę spróbować.

I spróbowałam.

Tak więc na prośbę czytelniczki – dziś będą schody. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że poszło gładko. Efekty może nie powalają na kolana, ale starałam się jak mogłam. A jako że architektura nie jest moją najmocniejszą stroną, to byłam na tyle cwana, że wykorzystałam do tego również wcześniej już wykonane zdjęcia, a co!

Ale pozwólcie, że przy okazji dzisiaj sobie trochę pomarudzę. Tak szczerze to miałam w planach dziś inny temat, ale tak jakoś ostatnie doświadczenia mnie natchnęły. Otóż…

DSC_0061_1_11

(Hammershus, Bornholm)

Uwielbiam chrzty. Właściwie zawsze, gdy trafiam na Mszę z chrztami, dostarcza mi ona ogromu radości, nie tylko z oczywistych względów.

DSC_0132_1_11

(Rønne, Bornholm)

Poza tymi oczywistymi, niezwykłą uciechę dostarczają mi te wszystkie wujki Zbyszki (zbieżność osób i imion przypadkowa), które swoją poranną gimnastykę, oczywiście z aparatem, postanawiają przeprowadzić w Kościele. Rano pewnie nie zdążyli. Przysiady, kucanie, wspięcia na palce, a nawet – o dziwo – jaskółki! Wyobrażacie sobie przysadzistego wuja, obciśniętego w garnitur, który robi jaskółkę, aby tylko wetknąć – przez stado innych rodzinnych fotografów – aparat pomiędzy Księdza a chrzczone dziecko? Gdyby zrobił jeszcze szpagat, to jak babcie kocham – wstałabym i zaklaskała. Normalnie boki zrywać… Luuuuuudzie, to nie czas i nie miejsce.

I żadnemu z takich wujków Zbyszków nawet do głowy nie wpadnie, że walenie fleszem (najlepiej jeszcze tym redukującym czerwone oczy, a co!) po oczach takiemu małemu dziecku nie jest najlepszym pomysłem. A ryczy na pewno z innego powodu, a jakże!

DSC_0233_1_13

(Jons Kapel, Bornholm)

Standardowym hitem jest też akcja „jak uklęknąć, żeby nie ubrudzić garnituru”. Z tego można by zrobić dyscyplinę olimpijską.

DSC_0638_1_22

DSC_0642_1_11

(Bydgoszcz)

Ale najbardziej absurdalny chrzest widziałam w stolicy. A właściwie chrzty, bo było ich kilka na raz. Oprócz nas w Kościele nie było zbyt wielu osób postronnych, raczej prawie wszyscy z tych „zainteresowanych”. Przynajmniej dzieckiem, a może niekoniecznie tym co się działo. Powiem tak – takiego cyrku to ja nigdy wcześniej (ani na szczęście jak na razie później też) nie widziałam.

DSC_9705_11_41

(Bydgoszcz)

Większość zgromadzonych była nieprzerwanie zainteresowana bawieniem, niańczeniem, gaworzeniem i szczerzeniem się do trzymanych przez rodziców dzieci, oglądaniem prezentów czy też dyskutowaniem o życiowych problemach. Jedna młoda, kuso ubrana pani „aparatka” prawie czołgała się za raczkującym przez Kościół dzieckiem, aby zrobić jej słodziutkie zdjęcie. Inny śwagier zaś czy wujek ze swoją „luszczanką” opanował prezbiterium, wchodząc Księdzu dosłownie na głowę. Tylko czekałam kiedy ten domorosły „pro” fotograf na ołtarz wlezie, żeby lepsze ujęcie mieć! Wszystko dopełniał jeden wielki ogólny rozgardiasz, dzięki czemu miało się wrażenie, że jest się raczej na arabskim bazarze, aniżeli hmmmm… w Kościele?

DSC_6437_1_24

(Bydgoszcz)

Im dłużej obserwuję takie hulanki i swawole, tym coraz częściej dochodzę do wniosku, że chyba powinno się jednak dopuszczać do fotografowania w takich sytuacjach jedynie osoby odpowiednio poinstruowane, że prezbiterium to nie parkiet, a ołtarz to nie miejsce do siedzenia. A lampa błyskowa to nie stroboskop na imprezie… Swoją drogą – oczy normalnego, dorosłego człowieka mają problem ze zniesieniem całych salw błysków fleszy, a co dopiero oczy kilkumiesięcznego dziecka. Ale żeby na to wpaść to trzeba pomyśleć. No właśnie.

DSC_8954_1_32

(Bydgoszcz)

Oczywiście nie ma tak dobrze i nawet dużo „przeszkolonych profesjonalistów” nie ogarnia życia. Miałam przyjemność – jak się możecie spodziewać – dość wątpliwą, być ustawiana jak mebel przez panią Fotograf na pewnej uroczystości. Kobieta na bank się przekwalifikowała i ongiś musiała mieć wysoki stopień wojskowy. Krzykliwym tonem wydawała rozkazy i aż się było przytłoczonym przez jej „profesjonalizm”. Obwieszona puszkami jak azjatycki turysta, zmieniała je co rusz, szybciej niż żongler żongluje piłeczkami. Normalnie „pro” jak się patrzy. A tymczasem strój i ogólna prezencja daleko odbiegały od uroczystości, którą miała uwiecznić. Na dodatek sposób w jaki fotografowała przypominał raczej emeryta na wycieczce w Ciechocinku, fleszem błyskała na prawo i lewo, wszędzie jej było pełno, a do tego darła się jak przekupa na targu.

DSC_1129_12_11

(Gdańsk)

Nie wiem, co wyszło spod jej obiektywu, więc nie będę kwestionować jej umiejętności, ale jak dla mnie dobry fotograf powinien być jak ninja. Poruszać się cicho, być niewidocznym, a jednocześnie robić porządne zdjęcia, aby nie popsuć komuś imprezy. I oczywiście być odpowiednio ubranym, a nie w różnokolorową koszulę. Albo dres, jak zdarzyło się komuś przy innej okazji. Wyobrażacie sobie na profesjonalnym filmie, wśród bawiących się odświętnie ubranych ludzi, kolesia z aparatem w dresie? Nie mówię, że trzeba być od razu w garniturze czy sukni balowej. Nie. Ale chyba jest różnica pomiędzy eleganckimi spodniami i koszulą a wyciągniętym dresem czy hawajską koszulą?

P1120229_11_12

(Santiago de Compostela, Hiszpania)

Możecie mi tu zaraz zarzucić, że tak gadam a sama nie jestem żadnym profesjonalistą. A nie jestem. Jestem amatorem a fotografia to moja pasja. Ale właśnie dlatego, że jestem zwykłym amatorem to nie pcham się do wykonywania zleceń. Ktoś mnie kiedyś poprosił , żebym wzięła aparat na pewną rodzinną uroczystość. Wzięłam. Ja miałam frajdę, a ten ktoś jest zadowolony i ma pamiątkę w postaci zdjęć – układ idealny. I nie ma co się pchać gdzieś, gdzie sobie ktoś nie poradzi a przy okazji zepsuje zleceniodawcy ważną uroczystość. Bo jeśli już ktoś się nazywa i reklamuje jako profesjonalista, to dobrze by było, gdyby naprawdę tym profesjonalistą był.

P1070710_11_11

(Góra Błogosławieństw, Izrael)

Ale się rozpisałam. Miały być krótkie przemyślenia na temat „wujków Zbyszków” a wyszedł elaborat o fotografach.

A co Wy myślicie na ten temat? Mieliście do czynienia z takimi „wujkami Zbyszkami”? A może z typami jestęprofesjonalistąbomamtrzypuszkiipięćobiektywów? Czekam na Wasze komentarze! 🙂

Jeśli chcielibyście, abym zrobiła zdjęcia na jakiś konkretny temat, to czekam na wiadomości – u góry, w łososiowym kółku z trybikiem ( 😀 ) znajdziecie adres e-mail, na który możecie wysyłać mi propozycje 😉

Trzymajcie się!

dancewiththecamera

P.S. W środę pisałam, że jestem ślepa i zapytałam, czy zauważyliście co się zmieniło we wpisach na blogu 😀 Otóż… Cały czas miałam do dyspozycji opcję justowania tekstu, tylko najzwyczajniej w świecie jej nie widziałam. Tak więc od tej pory teksty będą justowane – aby wszystkim czytało się lepiej 😉

Reklamy

6 Comments Add yours

  1. budzu pisze:

    Nie wiem czemu narzekałaś na temat, zdjęcia wyszły rewelacyjnie:D mam dylemat czy bardziej mi się podoba to z Bornholmu czy z Bydgoszczy:D a tak w ogólne gdzie są w Bdg te schody z pięciolinią?:) mogłaś sobie na zagadkę zostawić:D no chyba, że tylko ja ich nie kojarzę:p

    1. E tam, zagadek mam dużo w zapasie 😉 Te schody są na ul. Krętej (odchodzi od Starego Rynku).

      1. budzu pisze:

        Jak nie zapomnę to następnym razem skoczę je zobaczyć 🙂 Generalnie to ja ładnie proszę, żebyś nadal robiła zdjęcia wszystkim schodom, na które wpadniesz to się może uzbiera na drugi wpis kiedyś w przyszłości^^ btw znowu musiałam zmienić tapetę jak zobaczyłam zdjęcia we wpisie:D

        1. Postaram się dalej robić zdjęcia schodów 😉

  2. Mnich pisze:

    A ja z kolei miałbym prośbę, czy mogłabyś po kolei wymienić miejsca bydgoskie, oprócz tych koło sądu, bo te jedyne poznałem, a schody z nutami (już wiadomo, że nie bywam w eljazzie) oraz te kręcone posadziły mnie na tyłek i załamały… Takich zagadek to Ty mi nie rób…
    A co do treści, to szalenie ciekawy ten elaborat. Przeczytałem jednym tchem. Sam mam „wójka zbyszka” (celowo z małej) w rodzinie i przy wielu – nie tylko kościelnych okazjach, rozbudzał we mnie instynkty Freud-owskie… Aparat w rękach tego typu ludzi, to szalenie niebezpieczna broń, wywołująca masę konfliktów, porównywalnych z zimną wojną. Dla nich posiadanie powinno wymagać specjalnego pozwolenia, sprzęt – rejestrowany, a brak powyższych, skutkować karą pozbawienia wolności od lat 3, do 15… W zależności od okoliczności kwalifikujących (użycie wielokrotne, większa liczba sprzętu, lub użycie ze szczególnym okrucieństwem) 25 lat lub dożywocie…

    1. To w kolejności: przy sądzie, ul. Pomorska, ul. Kręta i Miedzyń (niestety nie powiem Ci dokładnie ulicy bo nie pamiętam).
      Co do fotografowania. Jak dla mnie goście jakiejkolwiek imprezy nie powinni się czuć przytłoczeni fotografem ani skrępowani jego obecnością. Jasne, że można nie lubić bycia fotografowanym, ale pisząc o skrępowaniu mam na myśli to uczucie, kiedy wiesz, że obiektyw jest cały czas skierowany na Ciebie i nie możesz nawet po nosie się podrapać, bo zostanie to zauważone. A w kwestii kościelnych okazji – naprawdę chwilami skłaniam się do tego, żeby obowiązkowe było porządne portfolio (jeśli oczywiście zleceniodawca jest estetą, w pozostałych przypadkach to trudno będzie to egzekwować) i przeszkolenie kurialne, które na szczęście coraz częściej jest przez księży wymagane. Koniec kropka. A „wujki Zbyszki” będą musiały powstrzymać swoje zapędy i zadowolić się fotografowaniem poza Kościołem. Tam to hulaj dusza.
      To są moje refleksje po kilku latach obserwacji różnych takich cyrków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s