Projekt52 – podsumowanie wymagającego wyzwania

Długo się zbierałam do stworzenia tego podsumowania. Specjalnie zaplanowałam je z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, żeby dać sobie czas na solidne przygotowanie. Przemyślenie co dokładnie napisać. Już oczami wyobraźni widziałam siebie, jak przychodzę do Was z wielką bombą. Miał być cud, miód i orzeszki. A wyszło jak zwykle. Czyli na ostatnią chwilę i z totalnym chaosem w głowie. Myśli biegają nieposkładane. Miljon pińćset pomysłów ale żadnego sprecyzowanego planu. To ostatnio ogólnie mój styl życia. Niestety.

Ale mimo wszystko podejmę próbę wyciągnięcia z tego wpisu jak najwięcej.

CO MNIE PODKUSIŁO?! Czyli o motywacji słów kilka.
Z perspektywy czasu chciałabym powiedzieć: sama nie wiem co mnie podkusiło, żeby się wmanewrować w takie bagno. Ale wiem, że była to swego rodzaju furtka do podejmowania się kolejnych wyzwań. Niekiedy mijało się to z rozsądkiem, ale przeżyłam i mam się nieźle.

W każdym razie długo zastanawiałam się nad podjęciem jakiegoś wyzwania. Chciałam, aby było to coś ciekawego, kreatywnego, co pomoże mi rozwinąć trochę mój „warsztat”, a jednocześnie nie sprawi, że szybko znienawidzę to co robię. Dlatego od razu odrzuciłam Project365. Wiedziałam, że choć mam naprawdę silną wolę, to w tym przypadku szybciej załamię się nerwowo, wykończę psychicznie i rzucę w kąt aparat, niż ukończę to wyzwanie. Tu nie było co się oszukiwać, tym bardziej, że nie chciałam rozpoczynać czegoś tylko po to, aby po 2 miesiącach przerwać i przyznać się do porażki.

W końcu 11 grudnia 2013 r. publicznie zadeklarowałam, że z początkiem roku 2014 rozpoczynam Project52 (dla niewtajemniczonych wszystkie dokładniejsze informacje są w podlinkowanym wpisie). To było świadome i celowe posunięcie, mające stanowić swego rodzaju dodatkowe zabezpieczenie. No i motywować. W końcu jak się publicznie czegoś człowiek podejmie to potem głupio się wykręcić 🙂 Zdawałam sobie sprawę, że najtrudniejsze będą… pierwsze 52 tygodnie 😛 ale… kto jak nie ja? 🙂

CO JA GŁUPIA SOBIE MYŚLAŁAM?! Czyli o tym, co chciałam osiągnąć
No właśnie, co ja głupia sobie myślałam? Planując całe to przedsięwzięcie miałam w głowie chyba jego jakąś wyidealizowaną wersję. Przygotowałam plan, który zawierał mnóstwo pomysłów na fotografie. Zakładałam, że z tygodnia na tydzień będę ćwiczyć nowe rzeczy, poznawać nowe techniki. Wyobrażałam sobie siebie jak ćwiczę, ćwiczę i ćwiczę, wymyślam coraz bardziej kreatywne kadry i jak w każdą kolejną środę publikuję jedyne w swoim rodzaju zdjęcie na wysokim poziomie. Zakładałam, że rozwinę w kosmos moją kreatywność i w znacznym stopniu się rozwinę w dziedzinie fotografii. I przy okazji udowodnię sobie, że jestem w stanie wytrwać w długofalowym postanowieniu. A co mi z tego wyszło?

GUZIK Z PĘTELKĄ. Czyli co udało mi się rzeczywiście osiągnąć?
Dobrze, określenie moich efektów mianem „guzik z pętelką” jest poważnym nadużyciem, niemniej jednak nie będę oszukiwać, że rozwaliłam system i udało mi się odfajkować każdy punkt na liście rzeczy do osiągnięcia.

Było dobrze. I źle. I fatalnie. I beznadziejnie. Były momenty, kiedy już myślałam, że nie dam rady, że nie opublikuję żadnego zdjęcia w danym tygodniu. Były tygodnie, w których miałam masę zdjęć i nie mogłam się zdecydować, które ma wylądować we wpisie (ach to kobiece niezdecydowanie!). Ostatecznie dociągnęłam projekt do końca, choć mniej więcej od 44 tygodnia zaczęło się robić ciężko. A weny to zabrakło pewnie w okolicy 2 kwartału 😀

Nie muszę chyba mówić, że z mojej listy fotografii „to do” niewiele pomysłów udało mi się zrealizować. W niektórych przypadkach nie sprzyjała aura lub otoczenie, w wielu końcowy efekt po tygodniu kombinowania zdecydowanie nie dorastał do pięt wyobrażeniom. Ot, standard.

Z całą pewnością mogę stwierdzić, że udało mi się przekonać samą siebie, że jak się uprę i stanę na głowie to wiele mogę osiągnąć. Np. wytrwać tak długo w postanowieniu. Niekiedy było to bardzo wykańczające i na dłuższą metę nie da się funkcjonować próbując działać na 200% i „za wszelką cenę”. Ale dałam radę dociągnąć projekt do końca i uważam to za mój sukces.

Oczywiście szybko uświadomiłam sobie, że to wszystko nie jest takie proste i nie uda mi się z każdym tygodniem próbować czegoś innego. Na początku tryskałam zapałem na prawo i lewo, czułam że mogę góry przenosić, a to wyzwanie to to pikuś jakiś będzie. Ale rzeczywistość szybko ten mój zapał ostudziła. Na szczęście dla mnie i wszystkich wokół. Gdy już zrozumiałam, że fizycznie nie dam rady, że nic na siłę i sobie to przetłumaczyłam (a spróbuj coś takiego przetłumaczyć perfekcjoniście, ha!), to założyłam, że jak nie jakaś nowa technika, to choć fotografia obrazująca to, wokół czego mój dany tydzień się kręcił. Uważam, że mimo wszystko to uczciwe podejście.

Z tą kreatywnością w kosmos też trochę się przeliczyłam. To ten punkt, z realizacją którego poszło mi najgorzej. Liczyłam, że uda mi się rozwinąć moją ograniczoną wyobraźnię na tyle, że dużo swobodniej będzie mi przychodziło planowanie kadrów w kuchni, w plenerze i ogólnie wszędzie, a fotografia lajfstajlowa będzie moim ziomalem. Cóż, w tej kwestii osiągnęłam tyle, że udaje mi się nie uciekać z krzykiem na samą myśl o lifestylu. No, ekhm, zawsze to jakiś postęp.

Nie wiem jakie jest Wasze zdanie, ale ja uważam, że koniec końców udało mi się trochę pójść do przodu w dziedzinie fotografii. Więc ten rok zmagań nie poszedł na marne.

COŚ DLA OKA. Czyli trochę zdjęć.
Na pewno śledząc moje zmagania z Projektem52 mogliście wywnioskować z wpisów, że nie zawsze byłam zadowolona z publikowanych efektów. Ale jest trochę takich, które bardzo dobrze wspominam, z różnych powodów. Chcecie się dowiedzieć trochę więcej? Poniżej kilka kategorii 🙂

  • zdjęcia, które były największym wyzwaniem

Czyli ogólnie wszystkie te, które wymagały dużo pracy, prób, kombinowania itd. 🙂

DSC_6818_211

(2/52)

Przyklejenie tych wszystkich anielskich włosów do mopa… Niezapomniane przeżycie. A później dużo czasu spędzonego w pozycji płaskiej, przyklejona do podłogi. Czyli rozkminiamy bokeh!

DSC_7202_121

(6/52)

DSC_7345_21

(7/52)

Eksperymenty z wodą. Nie myślałam, że trafienie strumieniem wody z pewnej wysokości do naczynia wymaga tyle wysiłku. I choć wszystko wokół było mokre i nie do końca podoba mi się to kolorowe tło, to zabawę miałam przednią.

DSC_8160_111

(12/52)

Fotografowanie dymu. Fajna zabawa, choć wcale nie jest to tak łatwe jakby się wydawało. No i jak ktoś – podobnie jak ja – nie lubi zapachu kadzidełek, to wyzwanie podwójne!

DSC_8758_111

(14/52)

Uganianie za bańkami mydlanymi. To, że mój aparat przy tym nie ucierpiał, to cud.

DSC_0027_1_12

(22/52)

Niby niepozorne, ale długo kucałam przy fontannie, aby uchwycić wodę tak, żeby mnie ujęcie satysfakcjonowało.

DSC_1295_1_11

(31/52)

Fotografia nocna. Jedna z najprzyjemniejszych sesji, choć długo trwała i w końcu zmęczenie brało nade mną górę.

dwtc_pociagispodparasola

(38/52)

Trainspotting. I to w deszczu. Nic dodać, nic ująć.

Sami widzicie, że im dalej w las tym coraz mniej finezyjnych zdjęć. Kreatywność zaliczona na trzy z plusem.

  • zdjęcia, które lubię najbardziej

Czyli zdjęcia, których przygotowanie i pojawienie się na blogu, sprawiło mi naprawdę ogromną frajdę. Oczywiście mogłabym tu ponownie wkleić wszystkie te zdjęcia, które znalazły się już w kategorii wyżej, ale te pozwólcie, że nie będę się powtarzać 😉

DSC_8102_111

(11/52)

Powyższe zdjęcie znajduje się w tym zestawieniu z oczywistych względów 🙂

DSC_8787_3_11

(15/52)

Omnomnom ciacha. Udało mi się osiągnąć ciekawy, satysfakcjonujący mnie efekt.

DSC_9530_1_11

(18/52)

Niby na szybko, niby w biegu, ale bardzo je lubię.

DSC_0311_1_11

(24/52)

Ta fotografia przypomina mi o moim nawiązaniu bliższej relacji z rowerem. Ajjjj 🙂

projekt_trampki-dancewiththecamera

(27/52)

To lubię tak po prostu ❤

DSC_1759_1_11

(34/52)

Z powodu mojego sentymentu do osiołków ❤

dwtc_3952dlonie

(39/52)

Przypomina mi o wyzwaniu być kobietą 🙂 I nie tylko o tym ❤

dwtc_marszalkowskazpalacemwtle

(46/52)

Bo z Warszawą mam dużo miłych wspomnień 🙂

  • zdjęcia, z których jestem bardzo niezadowolona

Zdjęć w tej kategorii jest dość dużo, a ponieważ jestem z nich niezadowolona, to nie będę ich tu ponownie wklejać. Podlinkuję je, jeśli ktoś jest zainteresowany to może użyć odnośników.

4/52 , 20/52 , 25/52 , 30/52 , 45/52 , 47/52 , 48/52

Jak widać najwięcej zdjęć, z których jestem niezadowolona pochodzi z ostatniego kwartału. To był okres, kiedy już naprawdę było ciężko i myślałam, że się poddam.

I na koniec zestawienia…

  • najsmutniejsze zdjęcie Projektu „Moje 52”

DSC_7369_111

(8/52)

Ostatnie zdjęcie Beżowego… W Poznaniu na spacerze Beżowy gamoń się zgubił. I już nie ma kto pilnować mi Nikosia… Ej, możecie się śmiać, ale naprawdę zrobiło mi się wtedy smutno.

SHITHAPPENS, czyli co jeszcze planowałam zrobić, ale jak widać się nie udało?
Mnóstwo tematów. Ale takich najciekawszych jest kilka: malowanie wzorów światłem i sztucznymi ogniami, zamarzające bańki mydlane, jumping photos, zabawy z zachodzącym słońcem… itd. Całe szczęście jeszcze wszystko przede mną 🙂 Oprócz tych tematów mam jeszcze całą listę kadrów, które chciałam zrobić, ale się nie udało z różnych przyczyn. Chociaż już po projekcie, ale postaram się dokończyć tę listę, tak dla własnej satysfakcji, a co! 🙂

LEKCJA NA PRZYSZŁOŚĆ? Czyli czego mnie to wyzwanie nauczyło?
A no tego, że czasem trzeba odpuścić. Nie da się zawsze wszystkiego zrobić idealnie. Trzeba pozwolić sobie na błędy i niedociągnięcia. Czasem opublikować jakieś słabsze zdjęcie. Świat się przez to nie zawali. Jestem tylko człowiekiem, też czasem potrzebuję zwolnić, odpocząć. Mam pełne prawo zrobić coś na mniej niż 110%. To jest chyba moja największa lekcja z tego wyzwania. Jasne, nauczyłam się różnych fotograficznych trików. Ale uświadomienie sobie, że jestem perfekcjonistką jeśli chodzi o fotografię, zrozumienie tego i próba zmiany takiego myślenia – to największy sukces.

Choć tak naprawdę nauczył mnie tego nie tylko ten projekt, ale również te mniejsze wyzwania fotograficzne, których się w międzyczasie podejmowałam…

CO DALEJ? Czyli… no właśnie, co dalej?
Nie wiem, na razie odpoczywam od takich wymagających rzeczy. Musiałam trochę zwolnić tempa i chyba mi to służy. Tak mi się wydaje. Mam nadzieję…

W tej chwili nie planuję drugiego tak długofalowego wyzwania. Pewnie będę podejmować się takich drobniejszych, jak np. „Być kobietą” czy też „Kalendarz Adwentowy”, ale na razie takim tasiemcom mówię NIE. Nie zrozumcie mnie źle – dobrze się bawiłam i naprawdę dużo mi to dało, ale również bardzo mnie zmęczyło.

Poza tym… Tak naprawdę już jestem w trakcie nowego projektu. Patrząc na ostatnie moje maratony (w pewnym momencie miałam aż 3 wyzwania na raz!) chyba nie byłabym sobą, gdybym nie ruszyła z czymś nowym. Ale tym razem jest to coś zupełnie innej natury. Oczywiście po części związanego z fotografią, ale nie jest to motyw przewodni. Na razie nie zdradzę nic więcej, ale jak tylko wszystko wypali, to na pewno będzie o tym osobny wpis. Mogę tylko powiedzieć, że… będzie grubo! 🙂

Jeśli ktoś chce wiedzieć, czy warto podejmować takie wyzwania jak Project52 to moim zdaniem warto. Można się sprawdzić i bardzo rozwinąć. Ale wymaga to determinacji 🙂

Założę się, że jest jeszcze mnóstwo rzeczy, które chciałam w dzisiejszym poście napisać i znając życie przypomną mi się one krótko po publikacji. Trudno. Shithappens.

Jakby ktoś chciał sobie przypomnieć, jak wyglądały w całości moje zmagania z Projektem „Moje 52” to odsyłam to właściwej kategorii na blogu. Hope you like it! 🙂

Martyna

Reklamy

8 Comments Add yours

  1. budzu pisze:

    Podziwiam, że ogarnęłaś całe wyzwanie:D pamiętam jak momentami było ciężko a jednak brnęłaś dalej^^ Naprawdę dużo fajnych zdjęć się urodziło w tym wyzwaniu, niejedno miałam na tapecie w telefonie albo kompie:D a 33/52 nadal mam na wygaszaczu:D no i zdjęcie dymu wymiata:D Walcz tam dzielnie dalej, a ja, i na pewno nie tylko ja, czekam na więcej! 🙂

    1. budzu pisze:

      btw jak się robi zdjęcia zamarzających baniek mydlanych?:D

      1. Aaaaa, a to są sposoby 🙂 Moja słodka tajemnica 😛

    2. Będę walczyć, będę. Tym bardziej, że zaczyna się zbliżać deadline tegoż tajemniczego projektu a ja jestem w czarnej… dziurze 🙂

  2. rokita pisze:

    Gratuluję wytrwałości 😉 Mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na realizację nowych tematów, których nie zdążyłaś przedstawić w tym wyzwaniu, bo przyznam, że brzmią one interesująco ;D I co do zdjęć z projektu to mam podobne odczucia jak Ty, zwłaszcza jeśli chodzi o najsłabsze zdjęcia. Może tymi pierwszymi, genialnymi zdjęciami ustawiłaś poprzeczkę zbyt wysoko i dlatego końcówka trochę kuleje? Bo zdjęcia same w sobie nie są tragiczne, ale w takim towarzystwie jak np. 2,6,7,11,12,14,15,18, 22, 24, 34, 39 czy 52 niestety giną ;D

    1. Wiem, że wysoko ustawiłam poprzeczkę na samym początku. Jak mówiłam, wiązało się to z moją ekscytacją i tryskaniem zapałem. Szybko jednak rzeczywistość mój zapał utemperowała. Przestało wystarczać czasu na kombinacje. Bo nie ukrywajmy – na zabawę z wodą czy dymem schodziło naprawdę mnóstwo czasu, zarówno na przygotowania, jak i na samo fotografowanie. Czasem nie wyrabiałam się do tego stopnia, że zdjęcie robiłam prawie przed samą publikacją. No niestety, nie udało mi się zrealizować wszystkich początkowych założeń, ale i tak uważam ukończenie projektu za swego rodzaju sukces.

  3. rokita pisze:

    No i prawidłowo, bo to jest wielki sukces. Znając życie u mnie skończyło by się na trzech pierwszych zdjęciach, a zresztą popatrz na listę mimo wszystko więcej zdjęć jest tych super, niż tych nieudanych, a to już coś 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s