Kulinarna uczta nadmorska

Zanim przejdę do meritum chciałabym najpierw poruszyć dwie kwestie.

Po pierwsze pragnę serdecznie przywitać wszystkich nowych Czytelników/Podglądaczy 🙂 Jest mi niezmiernie miło, że tu wpadliście i mam nadzieję, że spodoba Wam się na tyle, że zagościcie u mnie na dłużej.

Ponadto niedawno dołączyłam do grona „posiadaczy” konta na Insta. Nasza groźna Kameralna* na mnie nakrzyczała, więc nie pozostało mi nic innego, jak w te pędy zarejestrować się na Insta. Powoli to rozgryzam, ale już teraz Was serdecznie tam zapraszam! 🙂 Standardowo na stałe odnośnik do niego będzie tam, gdzie reszta social media, czyli zielonym kółku po prawej strony u góry 🙂 A być może niedługo i w bocznej „szpalcie” bloga.

Koniec spraw organizacyjnych, pora wreszcie wrócić do tematu głównego. Jak już niedawno zapowiadałam chcę wprowadzić pewną nowość do wpisów o tematyce kulinarnej. Tak więc raz na jakiś czas, jak zbiorę trochę odpowiednich materiałów, będą się pojawiać wpis podobne do dzisiejszego.

Bo to, że lubię kombinować w kuchni to już wiecie. Moją półkę wypełnia dość pokaźna kolekcja kulinarnych książek. Jak tylko znajdę chwilę to przeglądam je w poszukiwaniu inspiracji do przyrządzenia czegoś dobrego. I zazwyczaj słodkiego 😛

Ale chyba jeszcze bardziej uwielbiam jeść 😀

Urlop to urlop – pora na relaks a nie liczenie kalorii. Potrzebowałam urlopu jak nigdy i chciałam go spędzić tak, aby jak najbardziej wypocząć i zapomnieć o codzienności. I z czystym sercem mogę powiedzieć, że jak najbardziej mi się to udało! Będąc nad naszym polskim morzem mieliśmy przyjemność odwiedzić kilka lokali – część z polecenia a część ot tak po prostu, bo nas zainteresowały.

Generalnie oprócz jednego niewypału w postaci baru mlecznego wyjętego jakby żywcem z filmów Barei (tak, jesteśmy odważni i odwiedzamy różne przybytki), o którym nawet nie będę się tutaj szerzej wypowiadać, właściwie wszystkie pozostałe miejsca były raczej na plus. Niektóre zaliczyły małe wpadki, ale ogólnie OK.

Dobra, ruszamy.

GDAŃSK

dwtc_pierogicurry

Pierwszego dnia złapał nas w mieście deszcz, więc postanowiliśmy się przed nim skryć. A że po całym dniu chodzenia byliśmy wygłodniali, to wybraliśmy się na pierogi. Znaleźliśmy mały klimatyczny lokal nad Motławą, przy marinie. Ogromny plus za lokalizację, bo dzięki szklanej witrynie mieliśmy naprawdę przyjemne widoki. Wystrój w środku był w stylu lekko marynarskim, bardzo prosty. Mój towarzysz zamówił pierogi z mięsem, ja natomiast skusiłam się na dość egzotyczną jak na mnie kompozycję – pierogi z kurczakiem curry, ryżem i ananasem (na zdjęciu). Muszę przyznać, że były naprawdę dobre. Ciasto było w sam raz, ani guma, ani bardzo mączne w smaku. Oczywiście musiałam się artystycznie ufajdolić curry, które zostawiło mi piękną pomarańczową plamę, ale to nic. Jedyne co uznałabym za minus to ceny, które były dość wysokie, ale pewnie to lokalizacja też zrobiła tu swoje. Wybraliśmy się tam z polecenia Rudej Natalii i nie żałuję.

Ocena: 5/6.

dwtc_takdobrezesieniepodziele

dwtc_slodyczyazzaduzo

Kolejny lokal który odkryliśmy dzięki Natalii. Kawiarnia w stylu retro w samym sercu miasta. Trochę trudno było ją z zewnątrz wypatrzyć, nie rzuciła nam się w oczy. Bardzo podobał mi się wystrój – stare gramofony, kanapy, fotografie, książki o starych samochodach. No i przewijający się wciąż motyw wąsów 🙂 Nawet chciałam kupić tam solidnych rozmiarów filiżankę z wąsami, ale może następnym razem 😉 Zauważyłam, że coraz częściej przemawiają do mnie miejsca i rzeczy w klimacie retro.

Zamówiliśmy to co widać na powyższych zdjęciach. I szczerze mówiąc to nie potrafię zdecydować co mi najbardziej smakowało. Wszystko było mega. I kawa, i czekolada krówkowa, i sernik waniliowy, jak i ten specyficzny deser z ciasta czekoladowego. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócę, bo naprawdę było warto. Wszystko było obłędne. I porcje duże!

Tak myślę, że ciężko mi znaleźć jakiś minus…

Ocena: 6/6.

GDYNIA

dwtc_gdynskiklimatmikro

Pierwsza miejscówa w Gdyni z polecenia Marysi (żonamodna). Bardzo przyjemne miejsce z bardzo prostym, acz stylowym wystrojem (regał z dwóch drabin i desek rządził!) i miłą obsługą. Panował tam swoisty… mikroklimat 😛 Blisko centrum miasta, a mimo to  stosunek ceny do jakości jak najbardziej OK. Bardzo fajny patent na desery w słoikach, które można wziąć zarówno na miejscu jak i na wynos. Skusiłam się na zieloną herbatę oraz deser cytrynowy. Był tak pyszny, że musiałam się powstrzymywać, aby nie zjeść całości i zostawić coś na później dla mojego towarzysza 🙂

Choć na początku nikogo oprócz nas nie było, to w pewnym momencie zrobił się taki tłok, że to też musi o czymś świadczyć. Jedyne czego mogłabym się przyczepić to mikroskopijna ubikacja, ale to w żaden sposób nie wpływa na moja ocenę tego miejsca.

Ocena: 6/6.

dwtc_nalesnikiwgdyni

Na obiad naleśniki. Jedna z wielu knajp na głównej ulicy Gdyni. Przechadzając się w jedną i w drugą stronę jest w czym wybierać. Zdecydowaliśmy się na ten lokal po poleceniu Marysi – w końcu rodowita Gdynianka chyba wie co poleca. Miejsce jako takie bardzo fajne. Wystrój w klimacie lekko morskim. Przypadło nam do gustu więc zostaliśmy, pomimo wielkiego zatłoczenia. Naleśniki naprawdę dobre, cenowo również OK. Wielki plus za herbatę. Jako nałogowy pijacz herbaty zwykle jak gdzieś jestem to wybieram do jedzenia właśnie ten napój bogów. A ta tutaj była ogromna i do tego ze ŚWIEŻYMI dodatkami, więc moje herbaciane potrzeby zostały zaspokojone. Jedynie zastrzeżenia miałam do obsługi i za to właśnie ocena leci w dół.

Ocena: 4.5/6.

SOPOT

dwtc_slodkarozpusta

Mała kawiarenka z pięknym widokiem na molo i morze. Jej ogromną zaletą jest lokalizacja. Przy samym molo, na ostatnim piętrze oszklonego budynku. I z małym ale genialnym tarasem. Deszcz zmusił nas do zaszycia się gdzieś pod dachem, a że wywiało nas jak nieszczęście to postanowiliśmy się rozgrzać. Mój towarzysz wziął kawę, ja natomiast jakąś speszyl herbatę (a cóż innego!) rozgrzewającą. Była wyśmienita i ogromna!

Natomiast w kącie za szybą stały kusząco wyglądające ciasta i niestety nie udało nam się powstrzymać. No bo jak to tak siedzieć przy samej kawie/herbacie? Skusiliśmy się na napoleonkę i tort pralinowy z porzeczką. Dawno nie jadłam tak dobrego ciasta. Minusem jest fakt, że to nie kawiarniane specjały tylko dostarczane z cukierni, niemniej jednak – raj dla podniebienia.

I przy okazji wypisaliśmy pocztówki 🙂

Szkoda tylko, że w tej kawiarni jest mało miejsc stolików. Któregoś dnia raz jeszcze chcieliśmy się rozgrzać wyśmienitą herbatą, ale ponieważ był już weekend to zabrakło dla nas miejsc. Niestety.

Ocena: 5.5/6

dwtc_rozgrzewkapoprzewianiu

Ponieważ w poprzedniej kawiarni nie było dla nas miejsca to staraliśmy się znaleźć jakieś zastępstwo. Przypadkiem trafiliśmy do małej i bardzo zamaskowanej kawiarni w bocznej uliczce niedaleko Monciaka. Nie zaprzeczę – skusił mnie ogromny wybór herbat. Od razu rzuciłam się na rozgrzewającą herbatę (z sokiem malinowym i innymi dodatkami) z nadzieją, że dorówna mojemu faworytowi z poprzedniego miejsca.

Cóż. Była dobra, ale nie aż tak dobra (i do tego podana w poklejonej od soku szklance – nie dało się złapać, aby się nie ubrudzić). Kawa też była OK. Jeśli chodzi o napoje to nie skreślam tego miejsca – chętnie spróbowałabym jeszcze innych herbat z ich oferty. Ale mam też pewne „ale”.

Knajpka sama w sobie dość ciekawa, jednak sprawiała wrażenie lekko zaniedbanej. Wystrój w starym stylu. Ze względu na duże obłożenie trafił nam się stolik na uboczu – obok kibelka. A ów kibelek… nie zachęcał do odwiedzin, jeśli nie było naprawdę palącej potrzeby. Dodatkowo wizyta była lekko stresująca, gdyż musieliśmy zdążyć na konkretną godzinę z powrotem do Gdańska, a obsługa miała raczej długi ogon.

Ocena: 3.5/6.

dwtc_gofrynadmorzemnajlepsze

Wypad nad morze chyba od zawsze kojarzy mi się z goframi. Tak więc i tym razem musiałam zjeść choć jednego gofra. Oto i on. Świeżo wypieczony, fantastyczny goferek. Jako że nie mam konkretnej super miejscówy, więc i oceny brak.

Omnomnom, goferek! ❤

dwtc_kebabstaryalejary

I na koniec najstarszy kebs w mieście. Opinia nie będzie moja – w tym miejscu gościnnie wystąpi mój towarzysz 🙂

Jest to ciekawe, że kebab ten utrzymuje się od 1970 r. Samo mięso dobre i oryginalne jak na polski kebab (mieszanka woła z baranem). Natomiast mogliby popracować na sosem i bułką. Ciężko było się tym najeść.

Ocena: 3.5/6

Faktycznie mimo powiększonego kebaba był on dość mały. Myślę, że i ja bym się tym nie najadła, a co dopiero chłop jak dąb? Wpakowany był w bułę inną niż znamy zazwyczaj z naszych kebabów. Ja tylko spróbowałam kawałek i uważam, że był całkiem OK, ale spodziewałam się większych fajerwerków. Po czasie uważam, że złym pomysłem było branie tego kebsa na wynos, bo się tylko człowiek ubrudził, a i tak nie dało się go jeść spacerując.

Jak Wam się podoba taki typ wpisów kulinarnych? Lubimy odwiedzać nowe lokale i czasem w miarę możliwości staramy się to robić, więc pomyślałam, że fajna będzie taka odmiana w tej kategorii. Co Wy na to? Chcecie w przyszłości więcej?

Martyna

*Kto zna Kameralną ten wie, że ani Dorota groźna, ani krzycząca 🙂

PS. Oczywiście wszystkie te oceny są zupełnie subiektywne i prezentują tylko nasze odczucia. Starałam się oceniać całokształt „twórczości” 🙂


ROZWIĄZANIE ZAGADKI Z ZESZŁEGO TYGODNIA

Zdjęcie zostało wykonane na ul. Gdańskiej, na wysokości Placu Wolności.

Reklamy

4 Comments Add yours

  1. Marysia pisze:

    Ciesze się, że Mikroklimat Ci się spodobał!

    1. I to jeszcze jak! Dzięki, że mnie tam zabrałaś! 🙂

  2. El Burro pisze:

    Mniam, mniam!:)

    1. O tak, jak najbardziej! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s