Bydgoszcz okiem Po Bydgosku!

Dla odmiany dziś nie ja Wam tu poględzę, tylko mój gość. Taki mały coworking. Gość ględzi, ja pykam. Fotki pykam, oczywiście.
Dobrze, teraz już tak na poważnie. Doszłam do wniosku, że może Wam się spodobać takie urozmaicenie, dlatego zaprosiłam do współpracy Przemka z bloga Po Bydgosku. Opowie Wam o „swojej” Bydgoszczy, o swoich ulubionych miejscach w naszym mieście, o miejscach, które dobrze mu się kojarzą. A ja Wam te miejsca pokażę 🙂
Oddaję głos Przemkowi.


Cześć!

Z tej strony Przemek Majkowski. Prowadzę bloga Po Bydgosku i stronę na facebooku o tej samej nazwie. Pewien czas temu Martyna, prowadząca bloga DanceWithTheCamera, poprosiła mnie, żebym powiedział trochę o tych „swoich” miejscach w Bydgoszczy, więc czas pokazać Wam „moją” Bydgoszcz. Na swoim blogu przypiąłem od samego początku krótki opis:

„Lata temu wyjechałem z Bydgoszczy brzydkiej, brudnej i smutnej. Nie wracałem przez cztery lata, spędzając swój czas w Łodzi, a Bydgoszcz odwiedzałem tylko wtedy, kiedy musiałem. Po powrocie jestem w Bydgoszczy zakochany i chcę wszystkim opowiedzieć historię tej miłości. Miłości trudnej, zmiennej i chyba tej już na całe życie.”

I w zasadzie o ten wyjazd się „moje miejsca” rozbijają, bo połowa z „moich miejsc”, to miejsca z czasów przed wyjazdem, a druga połowa to już te, które polubiłem i cenię sobie obecnie. Pozwolę sobie zacząć od tych współczesnych, bo też teraz są mi o wiele bliższe i po prostu ciekawsze.

Z wyboru, całkiem niedługo po powrocie z Łodzi, wybrałem sobie do mieszkania starą część Szwederowa. Wcześniej mieszkałem w Fordonie, na osiedlu Zofin, więc mieć piechotą 10-15 minut to całej starówki i Wyspy Młyńskiej było jednym z moich marzeń i nic dziwnego, że właśnie na Wyspie Młyńskiej jest jedno z tych „moich miejsc”. To ławka przy kanale „Międzywodzia”, która wypada idealnie naprzeciw przerwy między budynkami muzeum i centrum pieniądza. Właśnie tam można usiąść z widokiem idealnie na wprost wyjątkowo kolorowych kamienic, które stoją już na drugim brzegu młynówki, poza samą Wyspą. Miło jest tam usiąść i poczytać, chociaż z tym od pewnego czasu jest coraz trudniej, bo i sama Wyspa jest z miesiąca na miesiąc coraz popularniejsza. Z resztą, lubię też spacerować po samej wyspie i bulwarach dookoła. Kiedy mam trochę nadmiarowego czasu, to z pracy (a pracuję na Brdyujściu) zamiast na Szwederowo, wracam tak, by z tramwaju wysiąść przy Operze i przejść albo przez Stary Rynek, albo właśnie przez Wyspę Młyńską. Do wspomnień z tym miejscem jeszcze wrócę, ale to już w części „dawno i nieprawda”.

dwtc_goscwidokzlaweczkinawyspie

(Widok z ławeczki przy „Międzywodziu”)

dwtc_goscwyspamlynska

(Okolice Wyspy Młyńskiej)

 dwtc_staryrynek2

(Stary Rynek)

Z Wyspy najczęściej „uciekam” najstarszym z przerzuconych nad młynówką pieszych mostków i dalej przesmykiem na ulicę Długą, Którą też lubię bardzo i też mam z nią związanych wiele wspomnień. Teraz niestety nie trzyma mnie na niej za wiele, chociaż od pewnego czasu można z niej wejść do lokalu Prolog9, który lubię od czasu do czasu odwiedzić dla wyjątkowych piw i bardzo ciężkiego grania, ale to raczej wyjątek od reguły. O wiele bardziej lubię równoległy Zaułek, przy którym, pod numerem 20, jest moja ulubiona burgerownia w Bydgoszczy i pub Merlin, gdzie też czasem miło jest usiąść przy piwie.

dwtc_gosculicadluga

(ul. Długa)  

Od pewnego czasu trasę od Opery przez Wyspę zamieniam na spacer bulwarem aż do Mostu Staromiejskiego, którym aż miło jest się przejść, a i zboczyć w odtworzoną Jatki też często mi się zdarza, bo samo przejście tą ulicą to czysta przyjemność, nie mówiąc już o możliwości sprawdzenia, co tym razem przygotowuje lokal Kuchnia (kolejny warty polecenia). Innym miejscem, które z całą pewnością warto na tej mapce „moich miejsc” zaznaczyć, a często wpada mi w plany na tej trasie, jest Przystań Na Lody w Starym Porcie.

dwtc_gosculicajatki

(Ul. Jatki)

dwtc_goscwidokzmostustaromiejskiego

(Widok na bulwary z Mostu Staromiejskiego)

Prócz tego mógłbym wymienić jeszcze całą garść miejsc w starówce i śródmieściu, które odwiedzam od czasu do czasu. Gdańska, z której zbaczam do Parku Kazimierza Wielkiego, czy Gimnazjalna, którą zdecydowanie bardziej wolę poruszać się z północy na południe zamiast właśnie równoległą Gdańską (a generalnie poruszać się po mieście wolę pieszo!) to mocne punkty, ale też i Eljazz, gdzie od pewnego czasu organizuję spotkania dla ludzi z duszą społecznika, którzy nie koniecznie chcą się angażować w nie wiadomo jak formalne stowarzyszenia. Ten ostatni to trochę dzieło przypadku, gdyż nie ja zaproponowałem to miejsce, ale już tak zostało i chyba siłą rzeczy muszę je do tych „swoich” dodać.

dwtc_goscgimnazjalna

(Ul. Gimnazjalna)

dwtc_goscparkkazimierzawielkiego

(Park im. Kazimierza Wielkiego)

Ale to wszystko „teraz”. Kiedyś wszystkie „moje miejsca” obracały się wokół trochę innej osi.

Mieszkając w Fordonie, na samiutkim niemal końcu wszelkiej cywilizacji, masę czasu spędzałem na „górkach”, a czasem zapuszczałem się nad samą Wisłę. To oczywiście czasy lat nastoletnich i wcześniej, więc wizyty w centrum miasta były o wiele mniej przyjemne, niż te wspomniane wyżej, chociaż i to się zdarzało.

dwtc_goscwislawfordonie

(Wisła w Fordonie)

dwtc_goscwidokzfordonskichgorek

(Widok z fordońskich górek)

Pamiętam, jak dziś, że bardzo regularnie przecinałem ze swoją mamą Brdę po Moście Bernardyńskim, kierując się do poradni alergologicznej przy Placu Kościeleckich. Te dwa miejsca mam w zasadzie wyryte w pamięci na stałe i widok rzeki z mostu jest dla mnie zawsze tym, który przypominam sobie z przyjemnością. Sam widok budynku, gdzie była wtedy poradnia, już tak miłym wspomnieniem nie jest, bo wiązał się z igłami i zastrzykami, co chyba żadnemu dziecku nie zostawia miłych wspomnień. W tamtym okresie ulica Długa była zupełną odwrotnością stanu obecnego – w zasadzie była tym, czym teraz są galerie handlowe i przy okazji trafialiśmy tam po szczepieniu. Oddałbym bardzo wiele, żeby zobaczyć na niej tyle ludzi dzisiaj, ile 20 lat temu poruszało się po tej ulicy (tak, pisząc to poczułem się cholernie staro, a nie mam nawet jeszcze „3” z przodu!).

dwtc_wioslarzenabrdzie

(Widok z Mostu Bernardyńskiego)

dwtc_goscdawnaporadniaalergologiczna

(Dawna poradnia alergologiczna)

W tamtym czasie moje pojęcie o śródmieściu ograniczało się w zasadzie do tych okolic właśnie, plus (nieistniejące już) kina Pomorzanin, Polonia i nadal działająca Adria. Z biegiem lat do listy „moich miejsc” dołączyła jeszcze Wyspa Młyńska (ta dawna, zarośnięta i niespięta z lądem prawie żadnym mostem), gdzie niejedno wino zostało wypite. Razem z samą wyspą do mojego świata dołączył Park Ludowy im. Witosa, w którym odbywał się regularnie przeze mnie odwiedzany festiwal Muszlafest. Pewnie właśnie dlatego tak bardzo żal mi niszczejącej w nim muszli koncertowej.

P1090526_211

(Park Ludowy im. Wincentego Witosa)

Ostatnim miejscem, które nadal jest w pewnym stopniu „moje” jest dworzec PKS, skąd wyjeżdżało się „do babci”. Dzisiaj wyrzuciłbym go z tego rejonu miasta, gdyż autobusy tylko potęgują korki i do absurdu doprowadzają zjazd z ulicy Focha na Trasę Uniwersytecką, a w jego miejscu raczej ulokowałbym inną zabudowę. To chyba najlepiej pokazuje moje podejście do Bydgoszczy. Mam tutaj swoje sentymenty i wspomnienia, a niektóre miejsca będą ze mną, jak długo moja pamięć będzie jeszcze działać, ale kocham to miasto i chętnie swoje wszelkie sentymenty przehandluję za inwestycje i rozwój Bydgoszczy, bo tak naprawdę to miasto w całości jest takim „moim miejscem”.


I jak Wam się podobała Bydgoszcz okiem Przemka? Dajcie znać w komentarzach!

Martyna

Reklamy

9 Comments Add yours

  1. AnUla pisze:

    Bardzo ogólnikowy wpis skupiający się głównie na knajpach…a szkoda, bo Bydgoszcz ma wiele pięknych „perełek”. Szkoda, że potraktowałeś temat tak pobieżnie 😦

    1. Muszę przyznać, że bardzo zdziwił mnie Twój komentarz. Przemek miał opowiedzieć o „swoich” miejscach w Bydgoszczy, które dobrze wspomina, z którymi jest jakoś sentymentalnie związany itd. Jeśli te piękne „perełki” nie mają wiele wspólnego z jego wspomnieniami, to ja osobiście byłabym zła, gdyby silił się na to, aby pisać o czymś tylko dlatego, że jest perełką. Wymienił raptem 5 lokali (pomijam Eljazz, gdyż to miejsce wymienił w innym kontekście), wspominając o nich bardzo ogólnie, nie wchodząc w szczegóły. A co jeśli wiele z jego życia kręci się wokół jedzenia? Tak też przecież może być 🙂 Masz prawo być zawiedziona, bo może oczekiwałaś czegoś innego, ale muszę przyznać, że nie podzielam Twojej opinii. Miłego wieczoru!

    2. Cześć AnUlu (bo nie wiem którego imienia na AN użyć :P).
      Zgadzam się z Tobą w 100% – jest w Bydgoszczy MASA miejsc, wiele z nich jest o wiele piękniejszych od wymienionych, wiele ma bogatszą historię. Rzecz w tym, że one nie są „moje” i chociaż uważam, że Bydgoszczy bez nich by wiele straciła, to ja nie jestem z nimi aż tak znów związany. Sielanka, Cieszkowskiego, Dzielnica Muzyczna i nawet Myślęcinek – to wszystko bardzo fajne miejsca, ale nie „moje”. Może z czasem wrosną we mnie tak, jak te powyżej wymienione, ale jestem jeszcze młody, bo nawet nie mam z przodu „trójki” jeszcze, więc dopiero muszę się ich nauczyć 🙂

      Pozdrawiam Cię serdecznie!
      Przemek

  2. stotom pisze:

    Bardzo ciekawy wpis, pokazujący, że każde miasto można odkrywać na różne sposoby. Super!

    1. Cieszę się, że jednak można z tego wpisu wyczytać jego cel! 🙂 Właśnie o to mi chodziło, żeby pokazać miasto z punktu widzenia innej osoby 🙂

  3. rokita pisze:

    Serdecznie witamy Cię Przemku na blogu 🙂 Zdecydowanie udany eksperyment 🙂 Lubie kiedy ktoś pokazuje znane mi miejsca w zupełnie innej perspektywie. Takie przedstawienie rzeczy „po swojemu” ( w tym przypadku oczywiście „po Twojemu” ) sprawia, że wpis staje się bardzo osobisty, to tak jakbyśmy wpuszczali kogoś do swojego świata, dzielili się z kimś swoimi sekretami 😉 Dancewiththecamera kolejny raz mnie zaskoczyłaś i to jak zwykle pozytywnie świetny pomysł, z zniecierpliwieniem czekam na kolejne wpisy, bo jestem szalenie ciekawa co nowego uda Ci się jeszcze wymyślić 🙂

    1. Miód na uszy 🙂 Dzięki 🙂

  4. kondziu pisze:

    pierwsza fotka to wyraźny fotomontaż, na zdjęciu nie ma ani jednego hipstera

    1. Zbyt wczesna pora – hipstery jeszcze poprawiają idealny zaczes przed lustrem w swoich loftach 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s