Najtrudniejsza rzecz na świecie – przyznać się do porażki

Nawet sobie nie wyobrażacie jak długo zbierałam się od tego wpisu.

Ale nadeszła pora. I pewnie wielu z Was przewidywało, że tak się stanie. Nie daję rady.

Czo to teraz…

No właśnie. Sprawa wygląda tak. Dotychczas nawet lubiłam moje zabieganie, brałam sobie na głowę dodatkowo wyzwania fotograficzne czy inne takie, powtarzając sobie często „no bo kto jak nie ja?”. Ale w pewnym momencie permanentne niewyspanie i sterta nie zrobionych rzeczy (i nie złożonych ciuchów na krześle) sprawiają, że mocno zmieniają się priorytety.

Wiecie kiedy byłam ostatnio na spacerze z aparatem? Ja niestety już nie pamiętam. Nie pamiętam też kiedy ostatnio pojawił się wpis o czasie. Kolejka nieobrobionych zdjęć ustawia się już od marca ubiegłego roku (to jest jakieś 4.500 zdjęć – ja na prawie rok to może i mało, ale są to głównie zdjęcia z dwóch urlopów, bo poza tym nie miałam zbyt wiele czasu na fotografowanie). Nie mówiąc już o tym, że chciałam się w końcu nauczyć paru nowych rzeczy z dziedziny fotografii. Regularne czytanie moich ulubionych blogów zarzuciłam ze smutkiem już dawno. A książka, którą zamierzałam przeczytać przed majem leży porzucona w kącie przykryta warstewką kurzu.

Długo nad tym myślałam. Rozmawiałam z przyjaciółmi. Widząc jak bardzo się nie wyrabiam mówili, żebym zwolniła, że to nie jest tego warte.  Sami widzicie, że opóźnienie goni opóźnienie. Wpisu ostatnio nigdy nie ma w terminie. A jak już się pojawia to zwykle dlatego, że dałam radę napisać go w drodze – albo w tramwaju przez aplikację w telefonie, bądź też w trasie jak śmigamy do innego miasta coś załatwić.

dwtc_pisaniewdrodze

Moje życie wywraca się teraz do góry nogami. Przygotowania zajmują mnóstwo czasu. I to jest priorytetem.

dwtc_wyzwanieFGW_#2zmiany

Do tego wszystkiego dochodzą codzienne ćwiczenia, które pochłaniają doszczętnie resztki wolnego czasu. Zwykle tak jest, że jak się coś dzieje to wszystko na raz. A kolana są dla mnie ważniejsze nawet niż fotografia i ten blog. A ponieważ ostatnio były dwa kroki w przód a następnie krok w tył to muszę się zawziąć jeszcze bardziej (o ile to możliwe).

dwtc_wyzwanieFGW_#3zwierzyniec

dwtc_cwiczymycwiczymy

Wiecie co mi się marzy? Wolny wieczór z książką. Lub filmem. Popołudniowy spacer, z aparatem lub bez. Dzień nicnierobienia. Spotkania z przyjaciółmi bez zegarka w ręce.

Długo nad tym myślałam. Co zrobić i co mówić. Bo bardzo nie lubię mówić publicznie za dużo o sobie (początkowo wpis ten był dwa razy dłuższy…). Ale uważam, że znikniecie bez słowa byłoby nie fair z mojej strony – w końcu jest garstka, która stale mnie odwiedza, dopinguje, nawet jak nawalę i wpis ma kilkudniowe opóźnienie, nawet jak jest chaotyczny a jakość zdjęć trochę słabsza. Dlatego jestem tu dziś i mówię co jest grane.

Ponieważ nie jestem w stanie dłużej tak jechać na wariata i oszukiwać się, że „ja to przecież wszystko mogę”, muszę zawiesić bloga. Do końca czerwca. Jest to optymalny termin bo do tego czasu będę już na lewej stronie, już wypoczęta i pogodzona z sytuacją 😉 😉 😉 Wrócę do Was z nową energią, zapałem, pomysłami i masą nowych zdjęć 😉 I będzie to z pożytkiem dla obu stron bo jak ja będę w lepszej kondycji to z pewnością odbije się to pozytywnie na jakości wpisów.

Nie znikam zupełnie. Jako że telefon mam zawsze pod ręką będę dostępna na Instagramach. I na fb też coś będzie się pojawiać. Jeśli złapię flow, będzie temat i czas to nie będę się powstrzymywać i machnę coś na bloga, ale na pewno nie będzie tutaj nic regularnie tydzień w tydzień. Jedyne co to wspomniane w poprzednim wpisie comiesięczne podsumowania luźnego wyzwaia fotograficznego.

I uspokajam tych, którzy poznawszy moje plany wyrażali zaniepokojenie, że już nie wrócę. Obiecuję Wam, że jeśli nic się nie wydarzy to wrócę 😉 Z nowym zapałem 😉 W końcu mam mnóstwo fajnych pomysłów!

Mam nadzieję, że jak już wrócę na początku lipca to jeszcze ktoś tu mnie przywita, a licznik na fb nie będzie wskazywał 0.

Trzymajcie się! I życzcie mi szczęścia! 😉

Martyna

PS. I małe sprostowanie, ponieważ krążą plotki i dostaję jakiś dziwny odzew po niedawnym wpisie. Nie, nie jestem na żadnej diecie i nie wciskam żadnej ściemy. Przez bardzo długi czas nie jadłam w ogóle słodyczy i było mi z tym świetnie! Odpuściłam na trochę i nie jestem z tego zadowolona, stąd też ośmieliłam się napisać we wpisie „Koniec rozpusty!„, że pora przestać jeść słodycze i zadbać o siebie. Tak, bo nie jedząc słodyczy czuję się lepiej. Mój organizm czuje się lepiej. I mam to szczęście, że nie mam szczególnej konieczności się odchudzać. Chcę robić to dla siebie i własnego samopoczucia. Nie zamierzam odpowiadać za to co kto rozumie, odpowiadam jedynie za to, co mówię. To chyba naprawdę dobry moment na zawieszenie bloga. Może niektórzy paplający na prawo i lewo głupoty będą mieli się czas zastanowić.

PS2. Wybaczcie jakość niektórych zdjęć, ale robione były telefonem. Telefon ostatnio często zastępuje mi aparat, a Instagram – bloga. Co to się porobiło.

Advertisements

4 Comments Add yours

  1. Zaczekamy 🙂 pozdrowienia i wszystkiego dobrego 🙂

    1. Dzięki i również pozdrawiam 😉

  2. T. pisze:

    Szkoda -ale zaczekamy…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s